Whatever Works

Po obejrzeniu 10 minut filmu miałem wielką nadzieję, że dostałem w swoje łapska dzieło z gatunku cyniczno-ironiczno-prześmiewczego, które z wielką radością oglądnę w przyszłości jeszcze wiele razy. Tak właśnie reaguję na tego typu filmy, wracam do nich wielokrotnie, aby nic mi nie umknęło. "Co nas kręci, co nas podnieca" Woodyego Allena zapowiadał się znakomicie, niczym hamburger z McDonald's na billbordach. Ale niestety z biegiem czasu, ten wysoki, otwierający scenariusz poziom opada i opada, aż w pewnym momencie nawet nuży. Szkoda.

[Tutaj powinno być krótkie streszczenie ale...jestem zawsze im przeciwny:) Jeśli jakieś chcecie to zapraszam na inny serwis]

Jak już wspomniałem, pierwsze chwile spędzone z sylwetką głównego bohatera robią wielkie nadzieje. Widząc Borisa Yelnikoffa (samozwańczego geniusza z dziedziny fizyki) przypomniały mi się kwestie mistrzów ciętej riposty - Ala Bundyego, Alfa (tego z planety Melmac) czy też znacznie młodszego Dr. House'a. Przygód tego ostatniego za wiele nie widziałem, gdyż nie jestem maniakiem współczesnych seriali, które kręcone są bez końca i umiaru. Ale rodzinę Bundych oraz losy futrzastego kosmity śledziłem dzielnie po kilka razy. Tutaj mogę śmiało powiedzieć, że jestem fanem.
I taki właśnie wydawał mi się filmowy Boris, który rósł w moich oczach na kolejnego bohatera słowa oryginalnego i cynicznego, ale niestety, facet pomimo dobrego startu nie wytrzymał wszystkich rund (z powodu kobiety!). Gdzieś po drodze został znokautowany (przez kobietę!) i do ostatniego gongu siedział zamroczony. Smutne.

Moim zdaniem główna rola Borisa w którą wcielił się Larry David, wcale nie była taka główna. Przez pierwszą część filmu, Larry bryluje na ekranie bawiąc nas inteligentnymi monologami czy dialogami. Ale potem na plan wpada kilka innych postaci, które nie wnoszą sobą nic ciekawego (Marietta, Randy, John) i po części reżyser pokazuje ich losy. Po co? To właśnie z tego powodu wysoki poziom filmu opada i zabija bezczelnie nasze oczekiwania. Okrutne.

Mimo to polecam Wam ten film. Do końcowych liter możecie się trochę znużyć, ale pierwsza połowa powinna dać Wam nie mniejszą satysfakcję jak mi. A jestem przekonany, że wielu z Was opuściło polską premierę kinową z powodu tego marnego tytułu, bo oryginalnie brzmi on "Whatever Works" i wcale nie jest skierowany do nastolatków.

Autor: Bartosz Studenny

OCENA: 7,5/10

Zdjęcie: Wikipedia

Twoja ocena: Brak Średnia: 8.3



Komentarze do filmu:
Pasek komentarzy top

A mnie ten film nie porwał, mimo, iż nasłuchałam się mega pozytywnych opinii. Wydaje mi się, że Allena albo się kocha albo nienawidzi.

Pasek komentarzy top

Nie wiem jak można tak barwny i wielowątkowy film potraktować tak powierzchownie... GŁÓWNY bohater dzięki swoim zgorzkniałym i niezwykle zabawnym komentarzom stoi ponad wszystkimi innymi postaciami i z jednej strony jest wplatany w fabułę, a z drugiej komentuje losy innych bohaterów na swój ironiczny i porywający intelektualnie sposób. To nie jest film akcji, gdzie ma wyłaniać się jeden twardziel prowadzący fabułę ku rozwiązaniu. Obecność innych postaci, pokazuje jak zmienne są ludzkie losy, romanse i miłości. A postać Marietty, w tej roli jedna z ulubionych aktorek Allena - genialna Patricia Clarkson - jest jedną z najzabawniejszych, zwłaszcza jej przemiana ze zdradzanej i posłusznej żony przeciętnego, amerykańskiego faceta w średnim wieku w wyuzdaną i świadomą siebie artystkę:)) Ten film delikatnie doradza, żeby nie brać swojego życia zbyt serio, bo i tak na połowę rzeczy nie mamy wpływu, a los potrafi nas wplątać w nadzwyczajne sytuacje:)))
--

Pasek komentarzy top

Dodaj nową odpowiedź

WskazówkiWskazówki
CAPTCHA
Wpisz znaki widoczne na poniższym obrazku.
By submitting this form, you accept the Mollom privacy policy.

Serwis używa plików cookie, które są niezbędne do komfortowego korzystania z portalu, m.in. utrzymania sesji logowania. Możesz w dowolnej chwili zmodyfikować ustawienia cookie w swojej przeglądarce. Aby dowiedzieć się więcej przeczytaj informacje o cookie.