Miasto 44 - recenzja filmu

Ludzie, czego Wy chcecie od tego filmu? Dlaczego użytkownicy największych serwisów filmowych w Polsce tak słabo oceniają „Miasto 44”? Osobiście tego po prostu nie rozumiem. Obejrzałem film i z czystym sumieniem wystawiłbym naszej rodzimej produkcji mocną siódemkę. Jednak nie dawno zwiedzałem Warszawę w tym między innymi Muzeum Powstania Warszawskiego, dzięki czemu poznałem nowe fakty i historie jakich nie znałem wcześniej, poruszyło mnie to, zatem ostatecznie „Miasto 44” to dla mnie produkcja, którą oceniam na 8/10.

Wydaje mi się, że geneza niskich ocen niektórych polskich filmów to bardziej temat filozoficzny niż bezpośrednie odniesienie do samego filmu. Polacy po prostu nie potrafią się cieszyć ze swoich sukcesów i takie zjawisko obserwujemy w kraju od dawna.
Teraz również mamy tego świeży przykład po ceremonii rozdania Oscarów. Wszyscy wiemy, że „Ida” otrzymała statuetkę, a następnie w naszym kraju musiała przyjąć falę krytyki. Moim zdaniem podobnie było/jest z tytułem Jana Komasy. Zarzuty, które można spotkać w różnych recenzjach są dla mnie niezrozumiałe lub po prostu nietrafione i przywołane na siłę. A najbardziej zdumiewają mnie opinie osób, które to z niedowierzaniem traktują scenariusz i lekką atmosferę, która panowała wśród powstańców w tamtym czasie. A jestem zdumiony, gdyż takie osoby nie mają pojęcia o czym mówią bo przecież ich tam nie było! Jest to tzw. „Nie znam się to się wypowiem”. Otóż zarówno w sieci jak i na wydaniu DVD filmu (dodatki) można obejrzeć wywiady z prawdziwymi powstańcami, którzy opowiadają o filmie zaraz po projekcji. I właśnie w tych wypowiedziach jest cała prawda i rzetelne emocje. A jeśli ci ludzie mówią, że dokładnie tak to wyglądało, że sceny filmu przeniosły ich w tamte lata, to ja im wierzę i nie mam prawa ani śmiałości by podważać ich opinie.

Lubię oglądać polskie filmy historyczne (od pewnego czasu ich poziom jest coraz lepszy) i uważam, że każdy z nas powinien również je oglądać by poznać historię własnego kraju. Ktoś powie, że to przecież historia o miłości a nie o powstaniu warszawskim (to kolejne zarzuty do filmu wyczytane w sieci). I rzeczywiście, że jest tam wyrazisty wątek miłosny, jednak czy to znaczy, że to jakieś science fiction, rzecz niewiarygodna? Twierdzicie, że młodzi ludzie podczas tych tragicznych wydarzeń nie mogli pałać do siebie miłością? Czy wojna całkowicie zamraża wszelkie uczucia w tym i miłość?
Poza tym zostawmy na chwilę fakty i skupmy się na filmie. Taki „Wróg u bram” z 2001 roku to kasowy sukces, a gdybym miał go określić w kilku słowach to bym powiedział: Stalingrad, wojna, snajperzy i miłość. A genialna produkcja „Życie jest piękne” z Roberto Beningnim nie jest filmem o miłości w czasie II wojny światowej (do tego z wieloma zabawnymi scenami, które pokazują holokaust w innym świetle)? Dajmy spokój wojnie i przywołajmy inną historyczną tragedię – „Titanicowi” Jamesa Camerona, miłość głównych bohaterów nie przeszkadzała by odnieść gigantyczny, światowy sukces. Ale cóż, wymienione przeze mnie filmy z istotnym wątkiem miłosnym nie były polskie, więc o sukces łatwiej gdy widzowie są bardziej przychylni i empatyczni. Dlaczego tak wielu razi uczucie pomiędzy Stefanem i Alicją? Czy nie potraficie patrzeć w szerszej perspektywie i widzieć znacznie więcej?

„Miasto 44” posiada logiczny scenariusz bez dziur i niedopowiedzeń, ma bardzo dobry montaż, zdjęcia oraz efekty specjalne. Nie można pominąć świetnej muzyki, która oparta jest na starych, wszystkim znanych polskich utworach. Gra aktorska jest naturalna i nie razi żadną sztucznością, wykorzystanie nieznanych aktorów było strzałem w dziesiątkę, dzięki temu widz odbiera przedstawione postacie jako powstańców a nie aktorów odtwarzających role. Brutalne sceny batalistyczne również wypadają świetnie i ogląda się je bez grymasu. No i zniszczona Warszawa, tak naprawdę jeden z głównych bohaterów, to również znakomita robota twórców filmu, którzy odwalili kawał dobrej roboty.

Nie uroniłem łzy podczas oglądania „Miasta 44”. Jednak sam nie wiem czy film powstał po to by by zapłakać nad losami warszawiaków i żołnierzy Armii Krajowej. To raczej oddanie czci tym ludziom i przedstawienie zaledwie jednego wątku jakich było w tym czasie tysiące. Nie trzeba płakać na tym filmie, wystarczy, że będziemy dumni i pełni podziwu dla tych osób, gdyż pokazali całemu światu czym jest honor, odwaga i patriotyzm zapisując się w kartach historii jako bohaterowie. Nie zapominajmy, że jesteśmy dziś wolni właśnie dzięki takim jednostkom, a ja jestem wdzięczny, że Jan Komasa miał odwagę podjąć tak trudny i ciężki tematy by nam o tym przypomnieć.

Ocena: 8/10
Autor: Bartosz Studenny

Twoja ocena: Brak Średnia: 8.6

Dodaj nową odpowiedź

WskazówkiWskazówki
CAPTCHA
Wpisz znaki widoczne na poniższym obrazku.
By submitting this form, you accept the Mollom privacy policy.

Serwis używa plików cookie, które są niezbędne do komfortowego korzystania z portalu, m.in. utrzymania sesji logowania. Możesz w dowolnej chwili zmodyfikować ustawienia cookie w swojej przeglądarce. Aby dowiedzieć się więcej przeczytaj informacje o cookie.